Szukaj
  • Kasia Banaś

Oswoić smutek

Początek roku. Instagram i Facebook aż kipi od planów i podsumowań. Planery, recepty, wskazówki, bilans strat i zysków – dzisiejszy świat ma na wiele do zaoferowania, jeśli chodzi o podniesienie komfortu życia i osiągnięcie życiowego sukcesu.

Wiem jednak, że nie dla wszystkich snucie planów i określanie celów jest teraz łatwe, a podsumowanie roku, o którym chcielibyście zapomnieć być może wzbudza w Was dreszcze, niekoniecznie rozkoszy. Może macie za sobą kilka trudnych miesięcy, o których ciężko rozmawiać. Rozumiem to. Dla mnie poprzedni rok też był czasem, kiedy z jednej strony spełniły się moje marzenia, ale też zrealizował się jeden z najgorszych życiowych scenariuszy. Wiem, że nie jestem sama, bo z rozmów z wieloma z Was wynika, że w poprzednim roku też mierzyliście się z różnymi emocjami. Choroby, odejścia bliskich, strata pracy lub lęk o dochody, przestawienie rytmu dnia, zdalna szkoła, izolacja. Kilka miesięcy życia, jakiego wcześniej nie znaliśmy, tak naprawdę bez pewności czy tzw. „normalność” – taka jaką znamy i o jakiej marzymy, wróci w tym samym wymiarze. Sami przyznacie, że trzeba być prawdziwym twardzielem, żeby to przejść bez spadku nastroju. Ale jakiś czas temu doszłam do wniosku, że może właśnie nie trzeba? A gdyby tak czasami dać sobie (lub innym) pozwolenie na smutek? Mam wrażenie, że to podejście jest bardzo niepopularne, bo przy spadku nastroju szybciej usłyszymy od otoczenia słowa typu „pozbieraj się”, „takie jest życie”, „musisz żyć dalej”, „inni mają gorzej”. Nie wiem jak na Was, ale na mnie to nie działa. Nie znalazłam jeszcze takiego mechanizmu, który wyłączyłby smutek w mojej głowie… Nie ma niestety cudownego przycisku, dzięki któremu smutna będę do niedzieli, a od poniedziałku pełna werwy zmierzę się z życiowymi wyzwaniami. Jeśli jakimś cudem doszliście do tego, jak to zrobić, szybko się tym sposobem podzielcie. Zaczęłam natomiast ten swój smutek oswajać. Pewnie zapytacie w jakim celu? Przecież dla wielu z nas jest to czas nieproduktywny – być może nie możecie w tym czasie zająć się na 100% pracą, dziećmi. Do tego spada Wasz poziom energii, a w zależności od jego nasilenia wszystkie działania wydają się bez sensu. Dlatego w dzisiejszych czasach rzadko pozwalamy sobie na odczuwanie tej emocji. Ignorujemy ją, próbując jak najszybciej dojść do siebie, a być może pokazać innym jak bardzo jesteśmy odporni. A gdyby tak podejść do smutku inaczej? Spróbować go choć trochę zrozumieć, być może oswoić, pozwolić sobie go przeżyć? Przyjąć, że jest nam potrzebny tak samo jak inne emocje? Co Wy na to?

Przyznanie się do smutku nie oznacza przecież życiowej słabości – jesteśmy bardziej wrażliwi z jakiegoś konkretnego powodu lub powodów. Uzmysłowienie sobie powodu smutku to dla mnie uzmysłowienie swoich potrzeb. Może to dobry moment na ściągnięcie wiecznie uśmiechniętej maski i pozwolenie sobie na bycie tylko ze sobą? Postawienia na chwilę siebie w centrum świata i wykorzystanie tego czasu na refleksję o tym, co naprawdę jest dla nas w życiu ważne? Smutek uzmysławia nam przecież stratę – kogoś lub czegoś, co było dla nas istotne. Czegoś, czego aktualnie bardzo nam brakuje. Dajcie sobie ten czas. Być może okaże się, że razem z odejściem smutku zmienią się wasze priorytety? Wrócicie do pracy lub ją zmienicie, zaczniecie zwracać większą uwagę na kontakty z ludźmi, zaczniecie dbać o czas dla siebie lub postanowicie dać więcej zainteresowania innym? A może taki czas pozwala lepiej zrozumieć siebie, swoje emocje, to co chcemy robić dalej? A może nawet po takiej analizie pozwolimy sobie na zmianę listy życiowych celów i ustalenie innego planu? Najprawdopodobniej mamy tylko jedno życie, jak już pisałyśmy w poprzednich postach - z pewną datą przydatności 😊

Smutek jak wszystko – przemija. Stare powiedzenie mówi, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Nie zgadzam się z tym w 100%, ale jestem pewna, że za jakiś czas znowu będziemy beztrosko się śmiać, planować podróże, oglądać koncerty na żywo a przede wszystkim po prostu mieć dziką radość z bycia ze sobą!!!

1 komentarz