Szukaj
  • Basia Garttener

Macierzyństwo po holendersku

Złe samopoczucie, dodatkowe kilogramy, nieprzespane noce, pieluchy, kupy i smoczki, brak czasu dla siebie, wyrzeczenia i niezrealizowane marzenia – w skrócie uroki ciąży i macierzyństwa. Pytanie, czy tak musi być?

W tym artykule chciałabym Wam po krótce przedstawić, jak wygląda ciąża i macierzyństwo w Holandii. Informacje oparte o moje własne obserwacje i doświadczenie. Przeczytajcie, porównajcie i przemyślcie.

Nie dostałaś okresu, robisz test ciążowy i co dalej… no nic w Holandii czekasz wytrwale do 10 tygodnia ciąży, żeby pójść do położnej. Tak, tak do położnej nie do ginekologa. Jeżeli ciąża przetrwa do 10 tygodnia to uzasadnione jest dalsze prowadzenie ciąży. W innym wypadku, jeżeli ciąża się nie utrzyma znaczy, że jest za słabe, żeby przetrwać lub tez miało takie modyfikacje, że nie byłoby w stanie przeżyć i natura samoistnie to zakończyła.


W Holandii większość kobiet przez cały okres ciąży jest pod opieką położnej a nie ginekologa. Ginekolog przejmuje prowadzenie ciąży tylko wtedy, kiedy pojawiają się komplikacje. Oczywiście, w razie wątpliwości w czasie ciąży położna konsultuje się z ginekologiem, ale generalnie najczęściej jest tak, że ginekologa osobiście nie zobaczysz. Położna przeprowadza z Tobą wywiad i rozpisuje przebieg ciąży, ewentualne potrzebne badania lub wizyty u specjalistów a także życzenia dotyczące porodu. Wszystko jest skrupulatnie zaplanowane.

Brzmi dość dziwnie, prawda?

I wyobraźcie sobie, że krew do badania pobiera się tu tylko dwukrotnie – w 10 i w 26 tygodniu.

W Polsce jest to raczej nie do pomyślenia.

Złe samopoczucie, drobne krwawienia, zgaga, twardy brzuch, bóle pleców nic z tych rzeczy nie stanowi podstawy do tego, żeby dać kobiecie zwolnienie i powiedzieć musisz się oszczędzać. Są to normalne objawy towarzyszące ciąży i dostaje się jedynie porady jak je minimalizować. Na przykład, na bóle pleców i twardy brzuch zaleca się jogę a także haptonomię. Haptonomie sama wypróbowałam i musze powiedzieć, że u mnie sprawdziło się rewelacyjnie. W czasie sesji terapeutka uczy również przyszłego tatę dobroczynnego masażu, który minimalizuje bóle. Dodatkowo, nawiązuje on kontakt z dzieckiem i przygotowuje do porodu. Taki ciążowy mindfulness, myślisz maleństwo jak dam Ci sygnał to masz iść powoli w kierunku światła – haha. Bardzo fajne doświadczenie.


Wiek kobiet też nie ma znaczenia. Nie będziesz inaczej traktowana, jeżeli masz już swoje lata. W Holandii dość dużo kobiet rodzi nawet po 40-tce. Przeciętny schemat rodziny to dwójka dzieci, ale jest też dużo rodzin, które ma trójkę lub więcej.

Podejście do ciąży jest zupełnie inne niż w Polsce. W Holandii większość kobiet jest aktywna zawodowo do 36 tygodnia ciąży. Nie do pomyślenia co? : -) A jednak i tak można.


Osobiście do 36 tygodnia pracowałam na pełen etat, wyjeżdżałam służbowo i dodatkowo spędzałam 3 godziny dziennie w pociągu, żeby dojechać do pracy. Nie pisze tego, żeby się nad sobą użalać, tylko żeby Wam pokazać, że tak też można i się da. I nikt nie ucierpiał.

Do 39 tygodnia jeździłam na rowerze, również na wizyty do szpitala. Praktycznie wszystkie przyszłe mamy uprawiają czynnie sport przez całą ciążę. Od 28 tygodnia są dostępne specjalne programy sportowe dla ciężarówek. I nie ma, że Ci się nie chce, położna czuwa nad tym, żeby Ci się chciało : -)

Zastanawiające jest to, że tu w Holandii mogłam robić praktycznie wszystko mimo to, że mój wiek i inne aspekty nie były całkiem w normie. Jeszcze parę lat wcześniej w Polsce słyszałam od mojego ginekologa, że jak zajdę w ciąży to całą ciążę będę musiała leżeć. I tak sobie myślę, dlaczego istnieje w tym tak wielka rozbieżność pomiędzy diagnozami tego samego schorzenia…

Bo przecież lekarze są naszymi doradcami i powinni chcieć, żeby okres ciąży był dla nas czymś wyjątkowym a nie stymulacja do depresji. A może po prostu robią to na wszelki wypadek… nie wiem.

Więcej miałam koleżankę, z pracy która w zaawansowanej ciąży latała ze mną co tydzień do Anglii.

Serio zaczęłam szukać wskazówek jak odbiera się poród w terenie : -)

Inna w ciąży przeszła „Vierdaagse” – to impreza sportowa organizowana corocznie w Nijmegen, gdzie uczestnicy przechodzą w ciągu 4 dni 200 km. Oczywiście przed ciąża też była tak aktywna, w innym przypadku nie polecam.


Następna rzecz, która wydaje nam się nie do pomyślenia to to, że holenderskie kobiety rodzą w domach a nie w szpitalu. I powiem Wam, one naprawdę tego chcą.

Jest to dla nich ważne do tego stopnia, że jeżeli dziecko nie odwróci się główką do 36 tygodnia przed porodem i wskazane jest wtedy poród w szpitalu, próbują wszelkich metod, żeby je przekręcić. A nie daj Boże cesarskie cięcie – tego nikt tutaj nie chce! Osobiście nie mogę tego zrozumieć, wygląda mi to na bardzo zasiąkłą tradycje, która leży w holenderskiej kulturze.


Ok, ciąża już prawie zaliczona… Jak pisałam już wcześniej większość kobiet pracuje normalnie do 36 tygodnia. I uwaga, coś niesamowitego urlop macierzyński trwa 16 tygodni, ale zaczyna się od 36 tygodnia przed porodem. Tak tak, te 4 ostatnie tygodnie to też nie jest chorobowe. Więc jak dziecko się urodzi, to masz jeszcze ok. 12 tygodni macierzyńskiego z maluchem.

Około 3 miesiąca życia większość maluchów idzie do żłobka a mama wraca do pracy. Zapytacie czemu tak krótko? Czemu kobiety nie walczą o więcej wolnego? – pytałam …, bo nie chcą, bo to wydaje im się zupełnie wystarczające i zdrowe zarówno dla matki jak i dla dziecka. Dlaczego?

Matka jak to mówią wraca do żywych, do normalnego świata, gdzie może spotykać dorosłych ludzi, pracować i normalnie cieszyć się życiem i rodziną.

Oczywiście, nie jest tak że dziecko idzie do żłobka 5 dni w tygodniu. W większości rodzin zarówno mama jak i tata ma jeden dzień w tygodniu wolny. Jest to tak, jak w Polsce urlop wychowawczy – wolne bezpłatne. Tak więc, przeważnie dziecko jest w tygodniu dzień z mamą, dzień z tatą, dzień z babcią jak się da. No i pozostałe dni w żłobku. Oczywiście, weekendy są w 100 % dla rodziny. Osobiście przetestowałam taki model i uważam to za bardzo dobry balans. Żłobek ma tez bardzo duże zalety, bo dzieci musza być też między dziećmi i żaden dorosły im ich nie zastąpi. To wpływa pozytywnie na ich rozwój. Poza tym, to rewelacyjna metoda budowania odporności u maluchów.

Czy to złe dla dziecka ze mama nie poświecą mu 100 % swojego czasu? Myślę, że nie, bo dziecko ma więcej niż tylko mamę. Tata, babcia, dziadek mają też swój udział.

Nie wiem, czy wiecie, że dzieci w Holandii należą do najszczęśliwszych na świecie. Ciężko to sobie wyobrazić myśląc, że mając 4 lata holenderskie dzieci rozpoczynają naukę w szkole. Powiecie, o rany tak wcześnie? Zabierają im dzieciństwo... nie sadzę… Widzę po mojej córce jak dobry wpływ ma na nią szkoła. Wszystko zależy od tego jak szkoła jest zorganizowana. Ale o tym innym razem.


O i na koniec jeszcze najlepsze – to Wam się spodoba. W Holandii każda kobieta, która urodzi dziecko ma prawo do tzw. opieki poporodowej. Co to jest?

Zaraz porodzie dostajecie do domu panią, która pokazuje Wam jak się „obsługuje” dziecko a dodatkowo sprząta, pierze, prasuje i gotuje. Oczywiście, zrobi to co sobie uzgodnicie, ale może to wszystko, jeśli tylko chcecie. Taki luksus trwa 10 dni. Wystarczająco, żebyście Wy mogli przyzwyczaić się do nowej sytuacji i delektować się wspólnie spędzonym czasem. Fajne, nie?


Co ważne, mama czy teściowa nie wtrąca się do wychowania i nie udziela porad, chyba, że sami o nie poprosicie. Bo jak uważają położne i panie z opieki, że mama czy teściowa to wiedziała co się robi z dzieckiem 30 lat temu a teraz nie jest na bieżąco, żeby udzielać porad.


Przyznacie, że macierzyństwo po holendersku różni się w znacznym stopniu od tego które jest w Polsce. Czy to złe, co robimy w Polsce? Czy może Holendrzy są szaleni?

Myślę, że prawda leży gdzieś pomiędzy. A najważniejsze jest to, żeby wybierać to co Ty uważasz za słuszne i ważne i czuć się dobrze z własnymi decyzjami. I nie martw się tym co mówią inni… to Twoje dziecko i Twoje życie. I pamiętaj, dziecko jest w stanie więcej niż Ci się wydaje, a jeżeli Ty będziesz szczęśliwa to Twoje dziecko też będzie.


0 komentarz